10 lat temu
Bylo wtedy szaro i ponuro, a ty jak zwykle się uśmechałaś jak na 8 latke przystało. Nie przejmowałaś się tym, że byłaś w domu dziecka, każdy ci wmawiał,że twoi rodzice wyjechali na wakacje i niedługo wrócą. Miałaś nadzieje,że cię zabiorą i będziecie żyli razem na zawsze.
Twoim przyjacielem był Nathan,mały ,słodki, chłopczyk,z którym się nie rozstawałaś.
Pewnego dnia przyjechali po niego jacyś państwo.Powiedzieli,że chcą go zabrać do swojego domu bo nie mogą mieć dzieci. Złamało to ci serce. Po odejściu Nathana byłaś bardzo na niego zła za to,że cie nie uprzedził,że odchodzi,płakałaś całe dnie. Przesiadywałaś całe dnie w swoim pokoju i nie pozwalałaś nikomu tam wejść.Twoje opiekunki nie wiedziały co robić,przynosiły ci tylko posiłek żebyś nie była głodna i odchodziły , a ty przez kolejne lata próbowałaś wyleczyć swoje rany.
Teraz
Masz 18 lat i mieszkasz w małej kamienicy w Londynie. Zupełnie zapomniałaś o Nathanie i ci z tym dobrze.
Pewnego dnia wybrałaś się do Leroy Merlin po rzeczy do ogrodu bo chciałaś sb go ładnie urządzić.
Gdy szłaś wybrać zmiemie do kwiatków ktoś w cb wjechał wózkiem sklepowym i z koszyka wypadły ci twoje do tej pory zakupione rzeczy.
-Jak jeździsz baranie,ile ty masz lat co? Ja nie sram hajsem więc musisz mi to wszystko odkupić!-wydarłaś się na sprawce wypadku.
-Lala mi tu nie podskakuj ja tu tylko pomagam chłopakom -uśmeichnąl sie do cb chłopak w full capie.
-Weź spadaj cepie,najwyżej okradne sklep i będziesz mial mnie na sumieniu
-Ej,ej,ej lala nie takim tonem,rozmawiasz z gwiazdą
-Porno?
-Z Nathanem Sykesem z The Wanted rozmawiasz więc troche szacunku.
Nagle dostałaś olśnienie. Nathan? Wszędzie rozpoznasz te oczy,te piękne oczy.
-Nathan to ty?Pamiętasz mnie?
-Wiktoria? Ta Wiktoria?
-Myślałam,że Cię nigdy nie znajde,ale sb teraz pewnie myślisz,że cie wyściskam o nie,nie,nie, nie mój drogi panie.Zrobiłes mi wielką krzywdę,więc masz mi to odkupić i ja stąd wychodze i nie chce na cb patrzeć.
-Na kolana i do pana.
-Nathan nie rób sb jaj
-Tak mi się zrymowało. Wiktoria wybacz mi. Ja nie chciałem.
-Nawet się ze mną nie pożegnałeś!-krzyknęłaś i wyszłaś
-Wikuś wróć, ja ci odkupie te rzeczy.
Gdy usłyszałaś jego wołanie,przypomniało ci się dzieciństwo,jak zawsze Nathan mówił do cb: Wikuś namalujemy coś razem? Postanowiłaś wrócić,ale nadal byłaś na niego zła.
Przeszliscie cały sklep w poszukiwaniu rzeczy dla cb,zapomniałaś nawet o kłótni z nim i mu zaczęłaś powoli wybaczać bo przypomniały ci sie stare czasy.Nagle Nathan zaczął chować się za wielkimi donicami.
Spytałaś sie go co sie dzieje,ale nagle usłyszałaś krzyki.
-Nathan chłopie,ale ty laske wyrwałeś,nawet w taki sklepie potrafisz,a to w barze,a to nawet w sex shopie tą sprzedawczynie. -zaczął opowiadać chlopak w loczkach
-Nathan o czym on mówi?-zaczął łamać ci sie głos
-Wikuś nie słuchaj go,to debil
-Wiesz co myślałam,że jesteś inny-łzy poleciały po twoim policzku i uciekłaś nawet nie wzięłaś zakupów.
Niestety Nathan zdążył cie dogonić.
-Daj mi wszystko wyjaśnić,prosze
-Mów szybko bo mi sie siku chce,a chyba nie chcesz mieć mokrych butów
-Ah ta zabawna Wikusia.
-Przejdź do sprawy
-Już mówie. Kocham cie,zawsze sie kochałem,od początku naszej znajomosci bylaś dla mnie kimś ważnym,te dziewczyny...,musiałem jakoś zapomnieć o tb,ale nie mogłem. Kocham cie nie rozumiesz?
-Nathan...musze ci coś powiedzieć....chce mi sie do kibla-chłopak sie zaśmiał
-Już ci puszczam,ale powiedz mi,czujesz to samo?
-Tak Nathan,ale teraz daj mi już pójść
Nagle rozległy sie krzyki.
-Co ja orgaznizacja charytatywna ,żeby wam nosić te rzeczy?-wydarł sie Jay
-Jay cepie już to biore- podbieł Nathan do Jaya i pojechaliscie do domu.
2 lata później
Tworzysz z Nathanem szczęśliwą parę,i mieszkacie razem z chłopakami z zespołu c:
___________________________________________________________________________________
Nie wiem czy wyszedł śmieszny bo mam zjebany humor,ale napisałam i chyba sie udał.Miłego czytania C:
-
sobota, 29 czerwca 2013
sobota, 8 czerwca 2013
Powitanie i imagin :)
Cześć jestem Martyna,ale każdy na mnie mówi Kobus :) Będę razem z Magdą pisała imaginy na tym blogu. Mam nadzieje,że wam się spodobają.
O to mój pierwszy imagin na tym blogu,więc czytajcie i komentujcie.
___________________________________________________________________________________
Imagin z Jayem,Tomem i Nathanem dla Moniki.
W niedzielę postanowiłaś wybrać się do kościoła.Ubrałaś się elegancko i wyszłaś z domu. Miałaś spory kawałek ale poszłaś na swoich zgrabnych nóżkach. Gdy przechodziłaś obok budki z fas foodami podbiegł do cb wielki,pluszowy hot-dog.
-Spierniczaj do rzeźni hot-dogu,nie chce żadnych ulotek.-syknęłaś do bułki z parówką.
-Mrr jaka ostra, a ja lubie takie-odezwał się chłopak w stroju hot-doga.
-Weź spadaj człowieku-chciałaś go spławić,ale miał coś takie w swoich brązowych oczach,że cie zahipnotyzowało.
-Jestem Tom,a ty śliczna?
-Monika. Sorry,ale ja nie zadaje się z jedzeniem.
-Nie odrzucaj mnie tak szybko. Prosze przyjdź po mnie po pracy o 12.00.-uśmiechnął się słodko.
-No dobrze jak będe wracała z kościoła to wpadnę.-odwzajemniłaś uśmiech i odeszłaś.
Gdy byłaś już w kościele zaczęłaś się modlić. Nie mogłas się skupić bo patrzył sie na cb ministrant,który wyglądał jak Sid z bajki. Zaintrygowało cie to.
Po mszy podbiegł do cb ów chłopak.
-Cześć.-podbiegł do cb ten ministrant i zrobił taki ruch http://media.tumblr.com/8ce6920ff9b4deccbacc758199dea775/tumblr_inline_mo27ipZ1bP1qz4rgp.gif
-Ministrant i takie ruchy?-podniosłaś jedną brew.
- Jestem niegrzecznym ministrantem-zachichotał. Przyjdź pod kościół o 18.00,ponieważ musze ci kogoś przedstawić ,a teraz musze lecieć do księdza - pocałował cie w policzek i odbiegł.
Stałaś jak wryta,ale szybko ruszyłaś z miejsca bo miałaś się spotkać z Tomem.
Chłopak już stał bez przebrania pod budką.Wyglądał inaczej niż poprzednio.
-Gdzie idziemy ? -spytałaś
-Do mnie na obiad-złapał cie za rękę,wepchnął cie do swojego samochodu i pojechaliście.
Mieszkał w bloku na 3 piętrze pod numerem 69. Wpuścił cie do mieszkania,a sam poszedł do sklepu po żarełko. Rozglądałaś się po mieszkaniu z otwartą buzią. Było małe,ale pięknie urządzone.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłaś otworzyć. Był to chłopak z loczkami na głowie, gdzieś na pewno też miał loczki XD. Był naprawde przystojny jak Nathan i Tom. Było to troche dziwne,że spodobało ci sie 3 chłopaków jednego dnia,ale nie przejmowałaś sie tym. Nagle twoje przemyślenia przerwał głos loczka.
-Yyyyy jest Tom?-uśmiechnął sie do cb serdecznie
-Nie ma go,poszedł do sklepu. Jestem Monika.
-A ja Jay.Zaprosisz mnie do środka czy mam stać tutaj i się zaziębić ?
-O sorry,tak wejdź.
Jak sie okazało był to sąsiad Toma. Niestety musiał już isc wiec poprosił cie żebyć przyszła o 18.00 pod kościół bo chciał mi kogoś przedstawić. Nie pomyślałaś o tym,że umówiłaś sie tam z Nathem,ale już trudno.
Właśnie przyszedł Tom,a zbliżała sie 18.00 ,więc ty musiałaś wracać. Tom powiedział,żebyć przyszła o 18.00 pod kościół bo ci kogoś chce przedstawić. Było to troche podejrzane,ale olałaś to. Wróciłaś do domu, przebrałaś się i taksówką podjechałaś pod kościół. Stał już tam Nathan. Zaraz po tb,przyszedł Tom ze wściekłą miną,a zaraz za nim Jay razem z bukietem białych róż.
-Chłopaki co wy tu robicie,właśnie miałem po was dzwonić bo chciałem wam kogoś przedstawić. -zaczął Jay
-Ja też wam chciałem przedstawić Monike-zbulwersował sie ministrant.
-Ej,ja byłem pierwszy i to ja chciałem was zapoznać z Monią!-zdenerwował sie Tom.
-Monika co tu sie dzieie ? - spytali sie wszyscy chórem.
-No bo ja ten tego. Spotkałąm was i no i tak wyszło. Nie wiedziałam,że sie znacie.Przepraszam.-zaczęłaś płakać,a chłopcy cie przytulili.
-Monia nic sie nie stało. Wybaczamy
Od tej pory tworzycie zgraną paczke przyjaciół na zawsze i na wieczność.
____________________________________________________________________________________
Mam nadzieje ,że wam sie spodobał. Komentujcie śmiało. Opinie pozytywne i negatywne mile widziane :)
O to mój pierwszy imagin na tym blogu,więc czytajcie i komentujcie.
___________________________________________________________________________________
Imagin z Jayem,Tomem i Nathanem dla Moniki.
W niedzielę postanowiłaś wybrać się do kościoła.Ubrałaś się elegancko i wyszłaś z domu. Miałaś spory kawałek ale poszłaś na swoich zgrabnych nóżkach. Gdy przechodziłaś obok budki z fas foodami podbiegł do cb wielki,pluszowy hot-dog.
-Spierniczaj do rzeźni hot-dogu,nie chce żadnych ulotek.-syknęłaś do bułki z parówką.
-Mrr jaka ostra, a ja lubie takie-odezwał się chłopak w stroju hot-doga.
-Weź spadaj człowieku-chciałaś go spławić,ale miał coś takie w swoich brązowych oczach,że cie zahipnotyzowało.
-Jestem Tom,a ty śliczna?
-Monika. Sorry,ale ja nie zadaje się z jedzeniem.
-Nie odrzucaj mnie tak szybko. Prosze przyjdź po mnie po pracy o 12.00.-uśmiechnął się słodko.
-No dobrze jak będe wracała z kościoła to wpadnę.-odwzajemniłaś uśmiech i odeszłaś.
Gdy byłaś już w kościele zaczęłaś się modlić. Nie mogłas się skupić bo patrzył sie na cb ministrant,który wyglądał jak Sid z bajki. Zaintrygowało cie to.
Po mszy podbiegł do cb ów chłopak.
-Cześć.-podbiegł do cb ten ministrant i zrobił taki ruch http://media.tumblr.com/8ce6920ff9b4deccbacc758199dea775/tumblr_inline_mo27ipZ1bP1qz4rgp.gif
-Ministrant i takie ruchy?-podniosłaś jedną brew.
- Jestem niegrzecznym ministrantem-zachichotał. Przyjdź pod kościół o 18.00,ponieważ musze ci kogoś przedstawić ,a teraz musze lecieć do księdza - pocałował cie w policzek i odbiegł.
Stałaś jak wryta,ale szybko ruszyłaś z miejsca bo miałaś się spotkać z Tomem.
Chłopak już stał bez przebrania pod budką.Wyglądał inaczej niż poprzednio.
-Gdzie idziemy ? -spytałaś
-Do mnie na obiad-złapał cie za rękę,wepchnął cie do swojego samochodu i pojechaliście.
Mieszkał w bloku na 3 piętrze pod numerem 69. Wpuścił cie do mieszkania,a sam poszedł do sklepu po żarełko. Rozglądałaś się po mieszkaniu z otwartą buzią. Było małe,ale pięknie urządzone.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłaś otworzyć. Był to chłopak z loczkami na głowie, gdzieś na pewno też miał loczki XD. Był naprawde przystojny jak Nathan i Tom. Było to troche dziwne,że spodobało ci sie 3 chłopaków jednego dnia,ale nie przejmowałaś sie tym. Nagle twoje przemyślenia przerwał głos loczka.
-Yyyyy jest Tom?-uśmiechnął sie do cb serdecznie
-Nie ma go,poszedł do sklepu. Jestem Monika.
-A ja Jay.Zaprosisz mnie do środka czy mam stać tutaj i się zaziębić ?
-O sorry,tak wejdź.
Jak sie okazało był to sąsiad Toma. Niestety musiał już isc wiec poprosił cie żebyć przyszła o 18.00 pod kościół bo chciał mi kogoś przedstawić. Nie pomyślałaś o tym,że umówiłaś sie tam z Nathem,ale już trudno.
Właśnie przyszedł Tom,a zbliżała sie 18.00 ,więc ty musiałaś wracać. Tom powiedział,żebyć przyszła o 18.00 pod kościół bo ci kogoś chce przedstawić. Było to troche podejrzane,ale olałaś to. Wróciłaś do domu, przebrałaś się i taksówką podjechałaś pod kościół. Stał już tam Nathan. Zaraz po tb,przyszedł Tom ze wściekłą miną,a zaraz za nim Jay razem z bukietem białych róż.
-Chłopaki co wy tu robicie,właśnie miałem po was dzwonić bo chciałem wam kogoś przedstawić. -zaczął Jay
-Ja też wam chciałem przedstawić Monike-zbulwersował sie ministrant.
-Ej,ja byłem pierwszy i to ja chciałem was zapoznać z Monią!-zdenerwował sie Tom.
-Monika co tu sie dzieie ? - spytali sie wszyscy chórem.
-No bo ja ten tego. Spotkałąm was i no i tak wyszło. Nie wiedziałam,że sie znacie.Przepraszam.-zaczęłaś płakać,a chłopcy cie przytulili.
-Monia nic sie nie stało. Wybaczamy
Od tej pory tworzycie zgraną paczke przyjaciół na zawsze i na wieczność.
____________________________________________________________________________________
Mam nadzieje ,że wam sie spodobał. Komentujcie śmiało. Opinie pozytywne i negatywne mile widziane :)
sobota, 4 maja 2013
11. Gify
1. Przechodzisz obok Jay'a.
Jay :
2. Ty : Siva, pokaż mi jakąś magiczną sztuczkę.
Siva : Czary mary, jabłko bum.
3. Ty : Tom, zatańcz coś dla mnie.
Tom :
4. Nathan szykuje się na rozmowę z tobą na Skype.
5. Chłopaki dowiadują się, że lecą do Polski.
6. Podryw w stylu Parker:
7. Tłumaczysz Sivie jak ma zachowywać się, kiedy przyjedzie twoja mama. Po chwili oriętujesz się, że chłopak cię nie słuchał.
Ty : A teraz powtórz co powiedziałam.
Siva :
8. Opowiadasz chłopakom jak było na wakacjach.
Oni :
9. Nathan dostaje od ciebie sms'a.
10. Jay : Chyba zgubiłem telefon.
11. Dziś jest twoja i Max'a rocznica.
Ty : Max, wiesz co dziś jest?
Max :
_____________________________________________
Gify na szybko :D
10. Nathan
Dla 36Mallla22
Dzisiejszy dzień był najgorszym w twoim życiu. Trzy jedynki, wizyta u dyrektorki i kilka uwag. A do tego wszystkiego pokłóciłaś się z rodzicami. Sama dokładnie nie pamiętasz o co.
Szłaś ulicami Londynu ze słuchawkami w uszach. Nagle zaczęło padać. Zatrzymałaś się i przeklnęłaś pod nosem. Po namyśle, stwierdziłaś, że jest ci to obojętne i poszłaś dalej w stronę parku.
Ludzie biegli do domów, niektórzy z parasolkami, a niektórzy nie. Ty jednak nie miałaś zamiaru wracać.
Doszłaś do parku i dostrzegłaś, że nie ma tam praktycznie nikogo. Wzruszyłaś ramionami i skierowałaś się w stronę ławki. Znajdowała się ona pod drzewem.
" Przynajmniej mniej zmoknę. " , pomyślałaś i usiadłaś. Wyłączyłaś muzykę, a po chwili zdjęłaś słuchawki. Rozejrzałaś się dookoła. Cały Londyn w przeciągu kilku minut opustoszał.
Nagle usłyszałaś za swoimi plecami głos. Wystraszyłaś się. Wstałaś z ławki i zaczęłaś się od niej odsuwać. Nikogo nie było.
- Musiało mi się wydawać. - powiedziałaś pod nosem. Obróciłaś się, a chwilę później wpadłaś na pewnego chłopaka. Krzyknęłaś.
- Przepraszam. - powiedzieliście równo. Chłopak uśmiechnął się. - W porządku. - znowu razem.
- Nie chciałem cię wystraszyć. - powiedział, tym razem sam.
- Em, nie wystraszyłeś. - odpowiedziałaś czując jak twoje policzki nabierają kolorów, z niewiadomo jakiego powodu.
- Krzyknęłaś. - spuściłaś wzrok. - Nathan. - chłopak podał ci swoją dłoń.
- Wiktoria. - niepewnie uścisnęłaś ją.
- Jesteś cała przemoknięta. - oznajmił. Jakbyś nie wiedziała.
- Ty też. - odparłaś.
- Zgubiłem klucze. - Nathan złapał się za tył głowy. - A ty? Czemu nie wracasz do domu? - zaczął się wypytywać.
- Pokłóciłam się z rodzicami. - westchnęłaś. - Pomóc ci szukać? - zapytałaś.
- Jak chcesz. - wzruszył ramionami.
- Too... Gdzie je ostatnio widziałeś? - zapytałaś z uśmiechem na twarzy. Chłopak po chwili ruszył w stronę mini lasku, który znajdował się w parku. Poszłaś za nim. Doszliście na małą polankę, która była w tym lasku. Zaczęliście przeszukiwać całą polankę. Po 15 minutach poszukiwań, Nathan poddał się. Usiadł na trawie i przetarł rękoma twarz. Podeszłaś do niego. Chłopak złapał się za kieszeń. Po chwili wyciągnął z niej klucze. Wykrzywił usta, a ty walnęłaś się w czoło otwarta ręką.
- Wybacz. - spojrzał na ciebie. Wywróciłaś oczami i usiadłaś naprzeciw jego.
- Wiesz... Skoro mam klucz, pada deszcz, a ty pokłóciłaś się z rodzicami, to może przyjdziesz do mnie? - zapytał i uśmiechnął się do ciebie. Spojrzałaś na niego z dziwną miną.
- Nie trzeba. Poradzę sobie. - odparłaś. Chciałaś wstać, ale Nath powstrzymał cię.
- Przecież nic ci nie zrobię. - znów uśmiech. - Obiecuję. - położył rękę na serce. - A jak uważałabyś, że zachowuję się nieodpowiednio, to możesz mnie uderzyć. - uśmiech. Westchnęłaś i zgodziłaś się.
Do domu Nathana nie było aż tak daleko. Po niespełna 15 minutach byliście na miejscu. Kiedy weszliście do domu, Nath polecił ci, żebyś ściągnęła mokrą kurtkę i buty. On poszedł na górę, a po chwili wrócił z suchymi ciuchami i ręcznikiem w ręku.
- Proszę. - podał ci, a ty uśmiechnęłaś się. - Łazienka jest na górze, na końcu korytarza po lewej stronie. - powiedział, a palcem pokazał kierunek. Podziękowałaś i uśmiechnęłaś się.
Schodami udałaś się do łazienki. Tam suche ciuchy położyłaś na wannie, a mokre zrzuciłaś z siebie i powiesiłaś na kaloryferze. Założyłaś na siebie suche ciuchy. Uśmiechnęłaś się do siebie w lustrze. Chłopak dał ci bluzkę z misiem, na której pisało Game Over i trochę za duże dresy. Do twojego nosa dotarł wspaniały zapach perfum chłopaka. Zamknęłaś oczy. Nagle światło zgasło. Otwarłszy oczy i wyjrzałaś przez okno. Całe niebo w jednej chwili zmieniło swój kolor na biały. Grzmot.
- Tylko tego brakowało. - po omacku wyszłaś z łazienki. Zeszłaś na dół i zobaczyłaś że w salonie świeci się małe światło. Nathan podszedł do ciebie i podał ci, szklankę z herbatą. Podziękowałaś. Razem usiedliście na kanapie.
- Okropna pogoda. - zaczął rozmowę.
- Straszna. - odpowiedziałaś i upiłaś łyk herbaty. Całe mieszkanie rozświetliło się.
- Zaraz walnie i to mocno. - powiedział chłopak, a ty schowałaś głowę w poduszkę. Grzmot. Znów krzyknęłaś - Ej, tu ci się nic nie stanie. - podszedł do ciebie.
- Wiem. Ale to nie zmienia faktu, że boję się burzy. - wykrzywiałaś usta. On uśmiechnął się.
- Może chcesz się położyć? - zapytał.
- Jest 17. - zaśmiałaś się.
- Oł, no tak. - również się zaśmiał.
- Przeżyje. - uśmiechnęłaś się i znów grzmot.
- Może film? - zapytał.
- Nie ma prądu.
- Ale jest laptop. - powiedział i pobiegł na górę. Chwilę siedziałaś sama, ale chłopak nie kazał ci długo na siebie czkać. Nie minęły 2 minuty, a Nath był już z powrotem. Zajął miejsce obok ciebie i odpalił laptopa.
- A więc co chcesz obejrzeć? - zapytał wpisując hasło do komputera.
- Zależy co masz. - wzruszyłaś ramionami. Chłopak spojrzał na ciebie i odpalił katalog z filmami. - Same horrory - podsumowałaś. Zaczęłaś przeglądać tytuły filmów. - Eh, niech będzie ... Piła. - oznajmiłaś z uśmiechem i upiłaś łyk herbaty.
- Jesteś pewna? - uniósł brew.
- W stu procentach. - powiedziałaś, a on włączył film. Postawił laptopa na stoliku i zaczęliście oglądać.
Następnego dnia obudziłaś się oparta o Nathana, a jego głowa leżała na twojej. Lekko wydostałaś się i chciałaś się skierować do łazienki. Po cichu udałaś się, ale cisza nie trwała zbyt długo, bo zahaczyłaś ręką wazon, który stał na szafce. Nathan poderwał się z kanapy i spojrzał w twoją stronę.
- Przepraszam. - powiedziałaś cicho i wzięłaś się za sprzątanie. Chłopak podszedł do ciebie i zaczął ci pomagać. Na rękę wrzucił kawałki szkła, pomimo tego, że mówiłaś mu, że się skaleczy. Kiedy skończyliście, obydwoje w tym samym czasie podnieśliście głowy. Patrzyliście sobie w oczy. Twoje policzki nabierały rumieńców. Chłopak przybliżył się do ciebie. Wasze twarze były niebezpiecznie blisko siebie, ale ty o dziwo się nie odsuwałaś. Nagle chłopak pocałował cię niepewnie, ale kiedy odwzajemniłaś pocałunek, był już pewny. Trwaliście długo. Oderwaliście się od siebie i znów wasze spojrzenia się spotkały. Wstałaś i poszłaś ogarnąć się. Zastanawiałaś się, czemu nie zaprzeczałaś temu, aby cię pocałował. Dziwiłaś się samej sobie, ale podobał ci się.
Wyszłaś z łazienki, już w swoich wczorajszych ciuchach. W kuchni zobaczyłaś Nathana.
- Odwieziesz mnie? - spytałaś niepewna. On pokiwał głową i ruszyliście do samochodu. Było niezręcznie.
Kiedy podjechaliście pod dom, spojrzał ci w oczy i powiedział:
- Wiktoria, przepraszam. To było silniejsze ode mnie. - nie patrzyłaś na niego. Z jednej strony chciałaś, ale z drugiej nie.
- Zapomnij o tym. Zapomnij o mnie. Nigdy się nie spotkaliśmy. - powiedziałaś i wyszłaś z samochodu. Nathan zrobił to samo.
- Jesteś na mnie zła? - zapytał, a ty spojrzałaś na niego.
- Nie.
- To co jest? - dopytywał się. Westchnęłaś. Chciałaś już coś powiedzieć, ale nie mogłaś. Z domu wybiegła twoja mama. Od razu zaczęła na ciebie krzyczeć, że nie dawałaś znaku życia. Nie zauważyła nawet Nathana stojącego niedaleko. Z twoich oczu poleciały łzy. Wpadłaś do domu. Pobiegłaś do swojego pokoju, wyciągnęłaś z niej walizkę i zapakowałaś najpotrzebniejsze rzeczy. Potem wybiegłaś z powrotem. Rodzice próbowali cię zatrzymać, ale nie udało im się to. Uciekłaś z domu. Kiedy z niego wychodziłaś, na zewnątrz nie było chłopaka. Pojechał. przez chwilę nie wiedziałaś co masz zrobić. Poszłaś więc do parku. Tam usiadłaś na ławce. Zaczęłaś płakać. Czemu uciekłaś? Nie wiedziałaś tego. To się stało tak nagle. Przecież twoi rodzice nie zrobili nic złego, prawda? Kochali cię. To co się stało kilka godzin temu i teraz pod domem nie znaczy, że masz się wyprowadzić. Chciałaś wrócić, jednak nie zrobiłaś tego. Otarłaś łzy rękawem i wstałaś. Ruszyłaś w stronę domu Nathana. Po drodze myślałaś co mu powiesz. Nie wychodziło ci to. Postanowiłaś pójść na żywioł. Kiedy doszłaś, zapukałaś w drzwi, a po chwili stał w nich brunet. Spojrzał się na ciebie, potem na twoją walizkę i znów na ciebie.
- Co się stało? - zapytał zatroskanym głosem.
- Uciekłam z domu.
- Czemu? - wziął od ciebie walizkę i weszliście do środka.
- Sama nie wiem. - znów się rozpłakałaś. Chłopak podszedł do ciebie i przytulił. Wtuliłaś się w niego jeszcze mocniej. Kiedy oderwałaś się od niego, spojrzeliście sobie w oczy.
- Nie mogę o tym zapomnieć. - powiedział Nathan, a ty zastanawiałaś się o co chodzi.
- O czym?
- O naszym pocałunku.
- Sam mówiłeś że tego nie chciałeś. Że to było silniejsze od ciebie. Każdą nowo poznaną dziewczynę tak całujesz, a potem wmawiasz takie bzdury?! - krzyknęłaś.
- Wiki, to nie prawda. Odkąd zerwałem ze swoją dziewczyną, nikogo nie pokochałem. - usiadł na kanapie. - Od 3 lat. - spojrzałaś się na niego. Teraz to ty musiałaś to zrobić. Podeszłaś do niego i namiętnie pocałowałaś. Chłopak dopiero po chwili odwzajemnił go. Kiedy skończyliście, wasze czoła stykały się, a wy zatapialiście się w swoich oczach.
PÓŁ ROKU PÓŹNIEJ
Wróciłaś do domu, po niespełna 2 tygodniach. Przez to bardziej związałaś się z Nathanem. Jesteście razem od 3 miesięcy. Kochacie się i to bardzo. Jesteście ze sobą szczęśliwi.
Dzisiejszy dzień był najgorszym w twoim życiu. Trzy jedynki, wizyta u dyrektorki i kilka uwag. A do tego wszystkiego pokłóciłaś się z rodzicami. Sama dokładnie nie pamiętasz o co.
Szłaś ulicami Londynu ze słuchawkami w uszach. Nagle zaczęło padać. Zatrzymałaś się i przeklnęłaś pod nosem. Po namyśle, stwierdziłaś, że jest ci to obojętne i poszłaś dalej w stronę parku.
Ludzie biegli do domów, niektórzy z parasolkami, a niektórzy nie. Ty jednak nie miałaś zamiaru wracać.
Doszłaś do parku i dostrzegłaś, że nie ma tam praktycznie nikogo. Wzruszyłaś ramionami i skierowałaś się w stronę ławki. Znajdowała się ona pod drzewem.
" Przynajmniej mniej zmoknę. " , pomyślałaś i usiadłaś. Wyłączyłaś muzykę, a po chwili zdjęłaś słuchawki. Rozejrzałaś się dookoła. Cały Londyn w przeciągu kilku minut opustoszał.
Nagle usłyszałaś za swoimi plecami głos. Wystraszyłaś się. Wstałaś z ławki i zaczęłaś się od niej odsuwać. Nikogo nie było.
- Musiało mi się wydawać. - powiedziałaś pod nosem. Obróciłaś się, a chwilę później wpadłaś na pewnego chłopaka. Krzyknęłaś.
- Przepraszam. - powiedzieliście równo. Chłopak uśmiechnął się. - W porządku. - znowu razem.
- Nie chciałem cię wystraszyć. - powiedział, tym razem sam.
- Em, nie wystraszyłeś. - odpowiedziałaś czując jak twoje policzki nabierają kolorów, z niewiadomo jakiego powodu.
- Krzyknęłaś. - spuściłaś wzrok. - Nathan. - chłopak podał ci swoją dłoń.
- Wiktoria. - niepewnie uścisnęłaś ją.
- Jesteś cała przemoknięta. - oznajmił. Jakbyś nie wiedziała.
- Ty też. - odparłaś.
- Zgubiłem klucze. - Nathan złapał się za tył głowy. - A ty? Czemu nie wracasz do domu? - zaczął się wypytywać.
- Pokłóciłam się z rodzicami. - westchnęłaś. - Pomóc ci szukać? - zapytałaś.
- Jak chcesz. - wzruszył ramionami.
- Too... Gdzie je ostatnio widziałeś? - zapytałaś z uśmiechem na twarzy. Chłopak po chwili ruszył w stronę mini lasku, który znajdował się w parku. Poszłaś za nim. Doszliście na małą polankę, która była w tym lasku. Zaczęliście przeszukiwać całą polankę. Po 15 minutach poszukiwań, Nathan poddał się. Usiadł na trawie i przetarł rękoma twarz. Podeszłaś do niego. Chłopak złapał się za kieszeń. Po chwili wyciągnął z niej klucze. Wykrzywił usta, a ty walnęłaś się w czoło otwarta ręką.
- Wybacz. - spojrzał na ciebie. Wywróciłaś oczami i usiadłaś naprzeciw jego.
- Wiesz... Skoro mam klucz, pada deszcz, a ty pokłóciłaś się z rodzicami, to może przyjdziesz do mnie? - zapytał i uśmiechnął się do ciebie. Spojrzałaś na niego z dziwną miną.
- Nie trzeba. Poradzę sobie. - odparłaś. Chciałaś wstać, ale Nath powstrzymał cię.
- Przecież nic ci nie zrobię. - znów uśmiech. - Obiecuję. - położył rękę na serce. - A jak uważałabyś, że zachowuję się nieodpowiednio, to możesz mnie uderzyć. - uśmiech. Westchnęłaś i zgodziłaś się.
Do domu Nathana nie było aż tak daleko. Po niespełna 15 minutach byliście na miejscu. Kiedy weszliście do domu, Nath polecił ci, żebyś ściągnęła mokrą kurtkę i buty. On poszedł na górę, a po chwili wrócił z suchymi ciuchami i ręcznikiem w ręku.
- Proszę. - podał ci, a ty uśmiechnęłaś się. - Łazienka jest na górze, na końcu korytarza po lewej stronie. - powiedział, a palcem pokazał kierunek. Podziękowałaś i uśmiechnęłaś się.
Schodami udałaś się do łazienki. Tam suche ciuchy położyłaś na wannie, a mokre zrzuciłaś z siebie i powiesiłaś na kaloryferze. Założyłaś na siebie suche ciuchy. Uśmiechnęłaś się do siebie w lustrze. Chłopak dał ci bluzkę z misiem, na której pisało Game Over i trochę za duże dresy. Do twojego nosa dotarł wspaniały zapach perfum chłopaka. Zamknęłaś oczy. Nagle światło zgasło. Otwarłszy oczy i wyjrzałaś przez okno. Całe niebo w jednej chwili zmieniło swój kolor na biały. Grzmot.
- Tylko tego brakowało. - po omacku wyszłaś z łazienki. Zeszłaś na dół i zobaczyłaś że w salonie świeci się małe światło. Nathan podszedł do ciebie i podał ci, szklankę z herbatą. Podziękowałaś. Razem usiedliście na kanapie.
- Okropna pogoda. - zaczął rozmowę.
- Straszna. - odpowiedziałaś i upiłaś łyk herbaty. Całe mieszkanie rozświetliło się.
- Zaraz walnie i to mocno. - powiedział chłopak, a ty schowałaś głowę w poduszkę. Grzmot. Znów krzyknęłaś - Ej, tu ci się nic nie stanie. - podszedł do ciebie.
- Wiem. Ale to nie zmienia faktu, że boję się burzy. - wykrzywiałaś usta. On uśmiechnął się.
- Może chcesz się położyć? - zapytał.
- Jest 17. - zaśmiałaś się.
- Oł, no tak. - również się zaśmiał.
- Przeżyje. - uśmiechnęłaś się i znów grzmot.
- Może film? - zapytał.
- Nie ma prądu.
- Ale jest laptop. - powiedział i pobiegł na górę. Chwilę siedziałaś sama, ale chłopak nie kazał ci długo na siebie czkać. Nie minęły 2 minuty, a Nath był już z powrotem. Zajął miejsce obok ciebie i odpalił laptopa.
- A więc co chcesz obejrzeć? - zapytał wpisując hasło do komputera.
- Zależy co masz. - wzruszyłaś ramionami. Chłopak spojrzał na ciebie i odpalił katalog z filmami. - Same horrory - podsumowałaś. Zaczęłaś przeglądać tytuły filmów. - Eh, niech będzie ... Piła. - oznajmiłaś z uśmiechem i upiłaś łyk herbaty.
- Jesteś pewna? - uniósł brew.
- W stu procentach. - powiedziałaś, a on włączył film. Postawił laptopa na stoliku i zaczęliście oglądać.
Następnego dnia obudziłaś się oparta o Nathana, a jego głowa leżała na twojej. Lekko wydostałaś się i chciałaś się skierować do łazienki. Po cichu udałaś się, ale cisza nie trwała zbyt długo, bo zahaczyłaś ręką wazon, który stał na szafce. Nathan poderwał się z kanapy i spojrzał w twoją stronę.
- Przepraszam. - powiedziałaś cicho i wzięłaś się za sprzątanie. Chłopak podszedł do ciebie i zaczął ci pomagać. Na rękę wrzucił kawałki szkła, pomimo tego, że mówiłaś mu, że się skaleczy. Kiedy skończyliście, obydwoje w tym samym czasie podnieśliście głowy. Patrzyliście sobie w oczy. Twoje policzki nabierały rumieńców. Chłopak przybliżył się do ciebie. Wasze twarze były niebezpiecznie blisko siebie, ale ty o dziwo się nie odsuwałaś. Nagle chłopak pocałował cię niepewnie, ale kiedy odwzajemniłaś pocałunek, był już pewny. Trwaliście długo. Oderwaliście się od siebie i znów wasze spojrzenia się spotkały. Wstałaś i poszłaś ogarnąć się. Zastanawiałaś się, czemu nie zaprzeczałaś temu, aby cię pocałował. Dziwiłaś się samej sobie, ale podobał ci się.
Wyszłaś z łazienki, już w swoich wczorajszych ciuchach. W kuchni zobaczyłaś Nathana.
- Odwieziesz mnie? - spytałaś niepewna. On pokiwał głową i ruszyliście do samochodu. Było niezręcznie.
Kiedy podjechaliście pod dom, spojrzał ci w oczy i powiedział:
- Wiktoria, przepraszam. To było silniejsze ode mnie. - nie patrzyłaś na niego. Z jednej strony chciałaś, ale z drugiej nie.
- Zapomnij o tym. Zapomnij o mnie. Nigdy się nie spotkaliśmy. - powiedziałaś i wyszłaś z samochodu. Nathan zrobił to samo.
- Jesteś na mnie zła? - zapytał, a ty spojrzałaś na niego.
- Nie.
- To co jest? - dopytywał się. Westchnęłaś. Chciałaś już coś powiedzieć, ale nie mogłaś. Z domu wybiegła twoja mama. Od razu zaczęła na ciebie krzyczeć, że nie dawałaś znaku życia. Nie zauważyła nawet Nathana stojącego niedaleko. Z twoich oczu poleciały łzy. Wpadłaś do domu. Pobiegłaś do swojego pokoju, wyciągnęłaś z niej walizkę i zapakowałaś najpotrzebniejsze rzeczy. Potem wybiegłaś z powrotem. Rodzice próbowali cię zatrzymać, ale nie udało im się to. Uciekłaś z domu. Kiedy z niego wychodziłaś, na zewnątrz nie było chłopaka. Pojechał. przez chwilę nie wiedziałaś co masz zrobić. Poszłaś więc do parku. Tam usiadłaś na ławce. Zaczęłaś płakać. Czemu uciekłaś? Nie wiedziałaś tego. To się stało tak nagle. Przecież twoi rodzice nie zrobili nic złego, prawda? Kochali cię. To co się stało kilka godzin temu i teraz pod domem nie znaczy, że masz się wyprowadzić. Chciałaś wrócić, jednak nie zrobiłaś tego. Otarłaś łzy rękawem i wstałaś. Ruszyłaś w stronę domu Nathana. Po drodze myślałaś co mu powiesz. Nie wychodziło ci to. Postanowiłaś pójść na żywioł. Kiedy doszłaś, zapukałaś w drzwi, a po chwili stał w nich brunet. Spojrzał się na ciebie, potem na twoją walizkę i znów na ciebie.
- Co się stało? - zapytał zatroskanym głosem.
- Uciekłam z domu.
- Czemu? - wziął od ciebie walizkę i weszliście do środka.
- Sama nie wiem. - znów się rozpłakałaś. Chłopak podszedł do ciebie i przytulił. Wtuliłaś się w niego jeszcze mocniej. Kiedy oderwałaś się od niego, spojrzeliście sobie w oczy.
- Nie mogę o tym zapomnieć. - powiedział Nathan, a ty zastanawiałaś się o co chodzi.
- O czym?
- O naszym pocałunku.
- Sam mówiłeś że tego nie chciałeś. Że to było silniejsze od ciebie. Każdą nowo poznaną dziewczynę tak całujesz, a potem wmawiasz takie bzdury?! - krzyknęłaś.
- Wiki, to nie prawda. Odkąd zerwałem ze swoją dziewczyną, nikogo nie pokochałem. - usiadł na kanapie. - Od 3 lat. - spojrzałaś się na niego. Teraz to ty musiałaś to zrobić. Podeszłaś do niego i namiętnie pocałowałaś. Chłopak dopiero po chwili odwzajemnił go. Kiedy skończyliście, wasze czoła stykały się, a wy zatapialiście się w swoich oczach.
PÓŁ ROKU PÓŹNIEJ
Wróciłaś do domu, po niespełna 2 tygodniach. Przez to bardziej związałaś się z Nathanem. Jesteście razem od 3 miesięcy. Kochacie się i to bardzo. Jesteście ze sobą szczęśliwi.
________________________________
Imagin powstał jeszcze na mojego dawnego bloga. Jednak mam nadzieję, że podoba :)
Proszę o szczerą opinię ;)
Już 10 imiagin! :D Może jest ktoś chetny aby prowadzić ze mną tego bloga ? ;) Jeśli tak to piszcie nie GG : 36644226
Zapraszam was do składania zamówień ;)
Do napisania <3
czwartek, 2 maja 2013
9. Siva
Dla Blaugrana xD
1. Siedzisz z Sivą na kanapie i oglądasz mecz. Tobie zaczyna się to już powoli nudzić, dlatego wychodzisz. Siva jednak dalej tam siedzi. Kiedy mecz się kończy, chłopak przychodzi do ciebie. Widzi jak śpisz. Uśmiecha się. Przykrywa cię kocem, a potem kładzie się obok ciebie i przytula. Ty się budzisz.
Ty : Obudziłeś mnie.
Siva : Wybacz.
Mówi i całuje cię.
2. Dziś jest dla ciebie wyjątkowy dzień. Dzisiaj jest twój ślub. Dziś staniesz się panią Kaneswaran. Bardzo się denerwowałaś. Jednak twój strach spłynął, kiedy szłaś w stronę ołtarza. Twoim oczom ukazał się uśmiechnięty Siva. Ceremonia trwała dość długo. Kiedy powiedzieliście sobie " Tak ", pocałowaliście się. Byłaś najszczęśliwszą dziewczyną na świcie.
3. Od pewnego czasu masz koszmary dlatego Siva - twój przyjaciel - pozowlił ci u siebie trochę zamieszkać. W nocy znów miałaś koszmar. Krzyczałaś przez sen.
Siva : Obudź się.
Usłyszałaś głos. Chciałaś otworzyć powieki, ale nie mogłaś. Jednak w końcu ci się udało. Wtuliłaś się w Sivę. On zaczął cię kołysać jak małe dziecko, powtarzając, że to był tylko koszmar. Poprosiłaś go aby z tobą został. Zgodził się.
_____________________
Mało i krótko :) Mam nadzieję, że nie zawiodłam :)
1. Siedzisz z Sivą na kanapie i oglądasz mecz. Tobie zaczyna się to już powoli nudzić, dlatego wychodzisz. Siva jednak dalej tam siedzi. Kiedy mecz się kończy, chłopak przychodzi do ciebie. Widzi jak śpisz. Uśmiecha się. Przykrywa cię kocem, a potem kładzie się obok ciebie i przytula. Ty się budzisz.Ty : Obudziłeś mnie.
Siva : Wybacz.
Mówi i całuje cię.
2. Dziś jest dla ciebie wyjątkowy dzień. Dzisiaj jest twój ślub. Dziś staniesz się panią Kaneswaran. Bardzo się denerwowałaś. Jednak twój strach spłynął, kiedy szłaś w stronę ołtarza. Twoim oczom ukazał się uśmiechnięty Siva. Ceremonia trwała dość długo. Kiedy powiedzieliście sobie " Tak ", pocałowaliście się. Byłaś najszczęśliwszą dziewczyną na świcie.
3. Od pewnego czasu masz koszmary dlatego Siva - twój przyjaciel - pozowlił ci u siebie trochę zamieszkać. W nocy znów miałaś koszmar. Krzyczałaś przez sen.
Siva : Obudź się.
Usłyszałaś głos. Chciałaś otworzyć powieki, ale nie mogłaś. Jednak w końcu ci się udało. Wtuliłaś się w Sivę. On zaczął cię kołysać jak małe dziecko, powtarzając, że to był tylko koszmar. Poprosiłaś go aby z tobą został. Zgodził się.
_____________________
Mało i krótko :) Mam nadzieję, że nie zawiodłam :)
8. Jay
Dla Dżejmi ♥
Razem z Jay'em chodzisz do jednej klasy. Jutro kończycie szkołę. Cieszysz się, ale też smucisz. Bowiem Jay jest twoim najlepszym przyjacielem, a teraz jesteś pewna, że wasz drogi się rozejdą. On pójdzie w swoją stronę, a ty w swoją.
Na przerwie na luch, podeszłaś do Jay'a, który tak jak zawsze siedział z kumplami przy stole. Nie przepadałaś za nimi, ale starałaś się nie zwracać na nich zbytnio dużej uwagi.
Kiedy zobaczyłaś bujne loczki Jay'a, podeszłaś do niego od tyłu. Zasłoniłaś mu oczy rękoma i czekałaś aż zgadnie. Po kilku sekundowym myśleniu Jay zgadł. Usiadłaś obok niego.
- Ee, Jay my chyba idziemy. - powiedział jeden z kumpli Jay'a. Spojrzałaś się na niego. Razem z resztą poszedł.
- Oni mnie nie lubią, prawda? - wskazałaś placem na odchodzących chłopaków.
- Ja bym tak nie powiedział. - wzruszył ramionami.
- Dobra, nie ważne. - pokiwałas głową. - Jutro koniec szkoły! - krzyknęłaś. - Trzeba to uczcić. - zaśmiałaś się.
- Koniecznie.
- Zjadłeś już te frytki? - spytałaś się. On zaśmiał się i podał ci talerz. Zaczęłaś zajadać się frytkami.
- Więc co chcesz jutro zrobić? - oparł się o stół i spojrzał na ciebie. Ty wzruszyłaś ramionami.
Umówiliście się, że pójdziecie po zakończeniu, razem na rolki. Zawsze lubiłaś jeździć z Jay'em. Co z tego, że on nie umiał idealnie jeździć i co chwila się wywracał? Ty zawsze się z tego śmiałaś i pomagałaś mu. Jednak tym razem obiecałaś, że nauczysz go jeździć.
Następnego dnia, po zakończeniu, razme z Jay'em poszłaś na rolki. Za wszedlką cenę próbowałaś nauczyć Jay'a jeździć, ale nie wychodziło ci to. Jednak kiedy wydawało się, że wszystko jest dobrze, Jay zaczął cieszyć się jak dziecko. Skończyło się to tym, że wylądowaliście obydwoje na chodniku. Zaczęliście się śmiać. Obok was przeszła starsza pani z pieskiem. Spojrzała się na was i pokiwała głową. Jay obrócił się, tak że jego twarz była tóż nad twoją. Speszyło cię to trochę. Znów zaśmiałaś się, ale tym razem z nerwów.
- Najlepsza instruktorka pod słońcem. - uśmiechnął się do ciebie Jay. Spojrzałaś się na niego z dziwną miną. Patrzyliście sobie w oczy. W pewnej chwili wasze usta złączyły się w pocałunku. Kiedy się od siebie oderwaliście, wstaliście. Jay złapał cię za rękę.
- Zawsze chciałem to zrobić, Emily. - uśmiechnął się do ciebie.
- A ja zwsze chciałam, abyś to zrobił. - zaśmiałaś się, a on znów cię pocałował.
Trzymając się za ręce pojechaliście w dalszą podróż.
Dwa miesiące później
Razem z Jay'em od 2 miesięcy tworzycie parę. Jesteście ze sobą szczęśliwi. Twoje obawy co do niezobaczenia Jay'a znikły. Teraz widujesz go codziennie. Macie zamiar razem zamieszkać.
____________________________________
Kolejny brak weny = kolejny głupi imagin :C Bardzo was przepraszam, że was zawodzę :C Mam nadzieję, że mi wybaczycie ; ]
Razem z Jay'em chodzisz do jednej klasy. Jutro kończycie szkołę. Cieszysz się, ale też smucisz. Bowiem Jay jest twoim najlepszym przyjacielem, a teraz jesteś pewna, że wasz drogi się rozejdą. On pójdzie w swoją stronę, a ty w swoją. Na przerwie na luch, podeszłaś do Jay'a, który tak jak zawsze siedział z kumplami przy stole. Nie przepadałaś za nimi, ale starałaś się nie zwracać na nich zbytnio dużej uwagi.
Kiedy zobaczyłaś bujne loczki Jay'a, podeszłaś do niego od tyłu. Zasłoniłaś mu oczy rękoma i czekałaś aż zgadnie. Po kilku sekundowym myśleniu Jay zgadł. Usiadłaś obok niego.
- Ee, Jay my chyba idziemy. - powiedział jeden z kumpli Jay'a. Spojrzałaś się na niego. Razem z resztą poszedł.
- Oni mnie nie lubią, prawda? - wskazałaś placem na odchodzących chłopaków.
- Ja bym tak nie powiedział. - wzruszył ramionami.
- Dobra, nie ważne. - pokiwałas głową. - Jutro koniec szkoły! - krzyknęłaś. - Trzeba to uczcić. - zaśmiałaś się.
- Koniecznie.
- Zjadłeś już te frytki? - spytałaś się. On zaśmiał się i podał ci talerz. Zaczęłaś zajadać się frytkami.
- Więc co chcesz jutro zrobić? - oparł się o stół i spojrzał na ciebie. Ty wzruszyłaś ramionami.
Umówiliście się, że pójdziecie po zakończeniu, razem na rolki. Zawsze lubiłaś jeździć z Jay'em. Co z tego, że on nie umiał idealnie jeździć i co chwila się wywracał? Ty zawsze się z tego śmiałaś i pomagałaś mu. Jednak tym razem obiecałaś, że nauczysz go jeździć.
Następnego dnia, po zakończeniu, razme z Jay'em poszłaś na rolki. Za wszedlką cenę próbowałaś nauczyć Jay'a jeździć, ale nie wychodziło ci to. Jednak kiedy wydawało się, że wszystko jest dobrze, Jay zaczął cieszyć się jak dziecko. Skończyło się to tym, że wylądowaliście obydwoje na chodniku. Zaczęliście się śmiać. Obok was przeszła starsza pani z pieskiem. Spojrzała się na was i pokiwała głową. Jay obrócił się, tak że jego twarz była tóż nad twoją. Speszyło cię to trochę. Znów zaśmiałaś się, ale tym razem z nerwów.
- Najlepsza instruktorka pod słońcem. - uśmiechnął się do ciebie Jay. Spojrzałaś się na niego z dziwną miną. Patrzyliście sobie w oczy. W pewnej chwili wasze usta złączyły się w pocałunku. Kiedy się od siebie oderwaliście, wstaliście. Jay złapał cię za rękę.
- Zawsze chciałem to zrobić, Emily. - uśmiechnął się do ciebie.
- A ja zwsze chciałam, abyś to zrobił. - zaśmiałaś się, a on znów cię pocałował.
Trzymając się za ręce pojechaliście w dalszą podróż.
Dwa miesiące później
Razem z Jay'em od 2 miesięcy tworzycie parę. Jesteście ze sobą szczęśliwi. Twoje obawy co do niezobaczenia Jay'a znikły. Teraz widujesz go codziennie. Macie zamiar razem zamieszkać.
____________________________________
Kolejny brak weny = kolejny głupi imagin :C Bardzo was przepraszam, że was zawodzę :C Mam nadzieję, że mi wybaczycie ; ]
7. Tom
Dla Anita
Dziś obchodzisz swoje 21 urodziny. Razem z przyjaciółmi chcesz uczcić to wybierając się do klubu. Cóż może być lepszego niż spędzenie urodzin w gronie przyjaciół? Nigdy nie lubiłaś wielkich przyjęć. Zawsze lubiłaś skromne wyjścia do klubu.
Dochodziła godzina 20. Ubrana czekałaś na swoich przyjaciół. Mijały sekundy, minuty, godziny... A ich dalej nie było. ZAczynałaś się martwić, a zarazem byłaś na nich wkurzona, że wystawili cię w tak ważny dzień. Postanowiłaś jednak się tym nie przejmować i poszłaś sama do klubu. Kiedy już tam byłaś, od razu podeszłaś do baru. Zamółwiłaś najmocniejszego drinka jaki mieli. Usiadłaś przy najbliższym wolnym stoliku i zaczęłaś rozglądać się po parkiecie. A mogłaś teraz być z przyjaciółmi. " Ich strata. Ja mam zamiar się dobrze bawić. " pomyślałaś i upiłaś łyk.
Kiedy byłaś już po kilku drinkach, chciałaś iść na parkiet. Nie udało ci się to, bo przeszkodził ci pewien brunet, który dosiadł się do siebie.
- Co taka piękna dziewczyna robi sama? - zadał ci pytanie i szeroko uśmiechnął.
- Próbuje zapomnieć i dobrze się bawić. - odpowiedziałaś i znów upiłaś łyk.
- O czym zapomnieć? - dopytywał się. Spojrzałaś się na niego.
- Coś mi się wydaje, że to nie twoja sprawa.
- Jak chesz, ale może masz ochotę zatańczyć z boskim Tom'em Parker'em? - zaśmiałaś się na jego słowa.
- No nie wiem czy taki boski. - odpowiedziałaś.
Razem ruszyliście na parkiet. Tańczyliście w rytm piosenek, które puszczał DJ. Kiedy poczułaś, że już więcej nie utrzymasz się na nogach, postanowaiłaś iść do domu. Tom zaproponował, że cię odprowadzi. Zgodziłaś się. Chłopak odprowadził cię pod drzwi domu. Nie chciałaś jednak aby cię opuszczał. Zaproponowałaś aby wszedł. Tom zgodził się. Resztę nocy spedziliście razem. Rano obudziłaś się z głową na klatce Tom'a. Uśmiechnęłaś się do siebie. Potem obudził się Tom. Kolejne godziny spedzieliscie razem. ______________________________________________________________ Przepraszam, że taki krótki, ale moja wena mnie opuściła :C Jednak mam nadzieję, że się podoba ; ]
Dziś obchodzisz swoje 21 urodziny. Razem z przyjaciółmi chcesz uczcić to wybierając się do klubu. Cóż może być lepszego niż spędzenie urodzin w gronie przyjaciół? Nigdy nie lubiłaś wielkich przyjęć. Zawsze lubiłaś skromne wyjścia do klubu.
Dochodziła godzina 20. Ubrana czekałaś na swoich przyjaciół. Mijały sekundy, minuty, godziny... A ich dalej nie było. ZAczynałaś się martwić, a zarazem byłaś na nich wkurzona, że wystawili cię w tak ważny dzień. Postanowiłaś jednak się tym nie przejmować i poszłaś sama do klubu. Kiedy już tam byłaś, od razu podeszłaś do baru. Zamółwiłaś najmocniejszego drinka jaki mieli. Usiadłaś przy najbliższym wolnym stoliku i zaczęłaś rozglądać się po parkiecie. A mogłaś teraz być z przyjaciółmi. " Ich strata. Ja mam zamiar się dobrze bawić. " pomyślałaś i upiłaś łyk.
Kiedy byłaś już po kilku drinkach, chciałaś iść na parkiet. Nie udało ci się to, bo przeszkodził ci pewien brunet, który dosiadł się do siebie.
- Co taka piękna dziewczyna robi sama? - zadał ci pytanie i szeroko uśmiechnął.
- Próbuje zapomnieć i dobrze się bawić. - odpowiedziałaś i znów upiłaś łyk.
- O czym zapomnieć? - dopytywał się. Spojrzałaś się na niego.
- Coś mi się wydaje, że to nie twoja sprawa.
- Jak chesz, ale może masz ochotę zatańczyć z boskim Tom'em Parker'em? - zaśmiałaś się na jego słowa.
- No nie wiem czy taki boski. - odpowiedziałaś.
Razem ruszyliście na parkiet. Tańczyliście w rytm piosenek, które puszczał DJ. Kiedy poczułaś, że już więcej nie utrzymasz się na nogach, postanowaiłaś iść do domu. Tom zaproponował, że cię odprowadzi. Zgodziłaś się. Chłopak odprowadził cię pod drzwi domu. Nie chciałaś jednak aby cię opuszczał. Zaproponowałaś aby wszedł. Tom zgodził się. Resztę nocy spedziliście razem. Rano obudziłaś się z głową na klatce Tom'a. Uśmiechnęłaś się do siebie. Potem obudził się Tom. Kolejne godziny spedzieliscie razem. ______________________________________________________________ Przepraszam, że taki krótki, ale moja wena mnie opuściła :C Jednak mam nadzieję, że się podoba ; ]
Subskrybuj:
Posty (Atom)











